INFO: Oficjalna strona Radnych Koalicji Ruch Żaganian, Platforma Żagańska, Miasto Przyjazne Ludziom. Strona używa plików Cookies.

Obwieszczenie o wynikach

wyborów na burmistrza miasta

Treść obwieszczenia

2_wntrze_ ewang_ kosciola_laski
Galeria
3_1938-sagan synagogue_gross
Galeria
1_wntrze_katolickiego_kosciola
Galeria
Naszą witrynę przegląda teraz 11 gości 
czerwiec 2020
P W Ś C Pt S N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 1 2 3 4 5
Imieniny obchodzą: Hortencja, Jakub, Konrad
Komendant Luft3 PDF Drukuj Email

Komendant obozu Stalag Luft 3 w Żaganiu Friedrich?Wilhelm  von Lindeiner-Wildau

 

       Friedrich-Wilhelm von Lindeiner - Wildau urodził się w grudniu 1880 r. w Kłodzku,  w niezbyt bogatej arystokratycznej rodzinie. Wybrał karierę wojskową. W 1898 r. był już podporucznikiem w 3. pułku gwardii piechoty w Berlinie. Cztery lata później na własną prośbę przeniesiony został do cesarskich wojsk kolonialnych w niemieckiej Afryce Wschodniej. Wkrótce został dowódcą wojskowej bazy w Kilimatinde ok. 500 km na północny-wschód od stolicy niemieckiej Afryki Wschodniej - Deressalam. Sprawował tam także funkcję cywilnego administratora tego okręgu. Gdy w 1903 r. wybuchły zamieszki wywołane przez kobietę o imieniu ,,Leti", otrzymał rozkaz zaprowadzenia porządku. W walce kobieta zginęła, a von Lindeiner twierdził, że zabił ją osobiście. W okresie 1904/05 musiał v. Lindeiner ponownie przeprowadzić akcję karną. Po otrzymaniu zgody na przedłużenie pobytu w Afryce był przez jakiś czas adiutantem gubernatora niemieckiej Afryki Wschodniej, hrabiego Adolfa von Götzen w Daressalam. Rozruchy przerwały to zajęcie i znów musiał zająć się gaszeniem niepokojów. Ponieważ był zdolny i pracowity, szybko nauczył się tutejszej mowy, co ułatwiało mu pracę w administracji i w sądownictwie. Jakiś czas był adiutantem majora Johannesa (1906 r.), później samodzielnie dowodził oddziałem, walcząc z powstańcami pod przywództwem Schabruma. Za waleczność i sukcesy w zwalczaniu powstania został odznaczony orderem królewskiej korony 4. klasy z mieczami. Pozostał na służbie w niemieckiej Afryce Wschodniej do 1908 r. Został też awansowany na stopień porucznika i ponownie rozpoczął służbę w 4. pułku gwardii piechoty w Berlinie.

        W czasie pobytu u krewnych w Piławie Górnej pow. Dzierżoniów (Gnadenfrei bei Reichenbach) poznał von Lindeiner swoją przyszłą żonę, którą była Henrietta Maria, Georgina hrabianka van der Goes. Ślub odbył się w Hadze w Holandii w dniu 25.03.1909 r., a Friedrich von Lindeiner szybko nauczył się holenderskiego, wziął też bezpłatny urlop i skończył kurs bankowości w banku Heydt w Berlinie. Nie mając pojęcia, o tym, że wkrótce nastąpi koniec pruskiej gwardii, stworzył sobie bazę dla późniejszego cywilnego zajęcia po klęsce Niemiec w 1918 r.

        20.06.1912 von Lindeiner został awansowany do stopnia kapitana i został dowódcą 11. kompanii 1 pułku gwardii piechoty w Poczdamie. Po dwóch latach służby w Poczdamie, gdy wybuchła I wojna światowa, ku jego rozczarowaniu nie znalazł się na liście oficerów wyruszających na front. Po jakimś czasie wszystko zostało wyjaśnione. Został mianowany dowódcą straży sztabu piechoty przy głównej kwaterze cesarza Wilhelma II. Kwatera główna znajdowała się początkowo w Koblencji, później przeniesiono ją do Luksemburga. W tym okresie swojej służby często towarzyszył cesarzowi podczas spacerów czy przejażdżek konnych.

        We wrześniu 1914 r. na życzenie syna cesarza, księcia Fritza (książę Eitel?Friedrich von Preußen był dowódcą 1. pułku gwardii piechoty), dołączył do swoich żołnierzy, którzy walczyli na froncie zachodnim (w rejonie Reims, Arras, Bapaume, Lille i we Flandrii ?Ypern). W listopadzie został ranny i przewieziony do Poczdamu, gdzie, po krótkim leczeniu ambulatoryjnym, kurował się dalej w swoim domu. W kwietniu 1915 r. powrócił do swojej jednostki, z którą w połowie kwietnia został przeniesiony do Galicji. Brał udział w walkach k. Gorlic (ok. 120 km na południowy - wschód od Krakowa) i koło Jarosławia nad rzeką San. W miesiącach lipiec/sierpień przebywał w lazarecie w Krasnymstawie (lecząc czerwonkę), aby później wziąć udział w walkach nad rzeką Bug na południe od twierdzy Brześć. Ponownie ranny powrócił do Poczdamu. Po wyleczeniu wyjechał na front, wraz z rezerwowym batalionem, do swojego pułku, który został skierowany na front zachodni i walczył w okolicach Roye-Noyon (k. St. Quentin). Tutaj został znów ranny, tym razem poważnie. Po leczeniu w wielu lazaretach zgłosił się w sierpniu 1915 r. do swojego pułku w Poczdamie. 4 października 1915 r. został mianowany osobistym adiutantem księcia Joachima von Preußen (6. syna cesarza Wilhelma II). Po zwolnieniu z tej funkcji w październiku 1917 r. wrócił do swojego pułku i został adiutantem gubernatora tj. komisarza Rzeszy dla zajętych terytoriów w krajach bałtyckich - hrabiego von Keyserlingk (mającego swoją siedzibę w Rydze).

        Gdy rozpoczęła się tzw. ofensywa marcowa w 1918 r., został na własną prośbę skierowany na font do Francji (k. Lille i we Flandrii). 15 lipca 1918 r. został awansowany do stopnia majora. Miał wówczas 37 lat. Wcześniej otrzymał Żelazny Krzyż 2. klasy (23.08.15) i 1. klasy (28.12.15). Ponadto posiadał ordery i odznaczenia: Krzyż Zasługi 3. klasy z mieczami odznaczenie domu książąt Hohenzollernów, Krzyż Hanzeatycki miasta Lubeki, Krzyż Rycerski 1. klasy z mieczami odznaczenie domu książąt Sachsen?Ernestinischen, Wojenny Krzyż Zasługi 2. klasy książąt Brunszwiku, Żelazny Półksiężyc Cesarstwa Turcji, Krzyż Hanzeatycki miasta Bremy i srebrną odznakę za odniesione rany.

         Po klęsce Niemiec został zwolniony ze służby dn. 16.10.1919 r. Otrzymał emeryturę i prawo noszenia munduru 1. pułku gwardii piechoty. W grudniu 1919 r., gdy sytuacja w Niemczech ulegała pogorszeniu, v. Lindeiner wyjechał z rodziną do Haarlemu w Holandii. Podjął tam pracę w firmie u swojego szwagra w branży handlowej (kawa). Szybko nauczył się języka hiszpańskiego, ponieważ w czasie licznych podróży handlowych do Południowej Ameryki, oprócz angielskiego i francuskiego, był mu on bardzo potrzebny. Stworzył tutaj dla siebie i swojej rodziny dobre warunki bytowania. Zaufanie, jakie zdobył na początku I wojny światowej u cesarza Wilhelma II, dały teraz von Lindeinerowi okazję do częstych kontaktów z internowaną i rozdzieloną rodziną cesarską, przebywającą w Holandii. Cesarz przebywał w Amerongen względnie w Doorn k. Utrechtu, zaś jego syn, następca tronu Wilhelm, na wyspie Wieringen. Często cesarz prosił v. Lindeinera o odwiedzenie go i porozmawianie o rożnych sprawach.

            Po 12 latach, gdy v. Lindeiner osiągnął wysoką pozycję w prowadzonych interesach, niemiecka kolej (Reichsbahn) zaproponowała mu wstąpienie do zarządu firmy transportowej, Schenker&Co, którą właśnie kupiła. Siedziba firmy była w Berlinie i von Lindeiner zajmował się jej sprawami finansowymi. Von Lindeiner przyjął to stanowisko, aby móc powrócić do Niemiec. W tej firmie pracował do lata 1937 r. Odszedł na własne życzenie, ponieważ w międzyczasie warunki funkcjonowania firmy zmieniły się tak dalece, że nie odpowiadało to już jego wyobrażeniom i zasadom.

         W czasie pracy w tej firmie, podróżując w celach służbowych poznał całą Europę na zachód od Wisły, jak również cały kontynent amerykański. Znał 5 języków (w czasie olimpiady w Berlinie w 1936 r. opiekował się m. in. zagranicznymi gośćmi), dlatego trudno się dziwić, że proponowano mu wiele różnych posad. Odrzucił między innymi propozycję podjęcia pracy w tzw. ?Wydziale ds. Obcych Wojsk? (Abteilung Fremde Heere) sztabu generalnego niemieckich sił zbrojnych czy w Abwehrze (wywiad i kontrwywiad wojskowy). Dopiero później udało mu się, poprzez jednego z przyjaciół, postarać o pracę jako pracownik cywilny w sztabie generalnym Luftwaffe (niemieckie siły powietrzne). Nieco później został ponownie przyjęty do służby i w styczniu 1940 r. został kierownikiem wydziału ds. obcych sił powietrznych na kraje zachodniej części Europy i zamorskie (Abteilung Fremde Luftmächte West und Übersee.) Szef sztabu generalnego Luftwaffe mianował go w kwietniu 1942 r. attaché lotnictwa w Lizbonie (Portugalia). W czasie przygotowań do objęcia tej funkcji w ministerstwie spraw zagranicznych jego wyjazd do Lizbony został, na polecenie kancelarii Rzeszy, odwołany. Wówczas von Lindeiner złożył po raz czwarty w przeciągu 4 lat wniosek o zwolnienie ze służby (w międzyczasie został awansowany do stopnia pułkownika), ale został on odrzucony. Zapewne był już wcześniej przewidziany i mianowany komendantem obozu jenieckiego oficerów lotnictwa w Żaganiu. W dniu 01.06.1942 objął stanowisko komendanta obozu w Żaganiu.

         Większość obserwatorów oceniało wysoko von Lindeinera jako komendanta obozu. Był człowiekiem bardzo spostrzegawczym i po pewnym czasie miał sprecyzowane zdanie o każdym z osadzonych w obozie jeńców. Był dobrze wykształcony, mówił płynnie po angielsku i był niesamowicie uzdolniony. W jednym z raportów pada stwierdzenie, że nigdy nie podnosił głosu, a inne źródło podaje, że z jednej strony był uprzejmy i delikatny, a z drugiej zdarzały mu się także ?wybuchy niekontrolowanej złości?. Zdarzyło się również, że jednemu z jeńców groził pistoletem. To samo źródło podaje, że ?von Lindeiner był bardziej przyjaźnie nastawiony do jeńców niż jakikolwiek inny komendant....? Najtrafniej ocenił to jeden z jeńców, który tak go scharakteryzował: ?Żaden komendant obozu jenieckiego nie jest dobry dla jeńca, ale moim zdaniem von Lindeiner [nim] był....?

         W czasie sprawowania funkcji komendanta obozu Stalag Luft 3, von Lindeiner mieszkał w oddalonej ok. 5 km od Żagania wiosce Jeschkendorf (zniszczona przez Rosjan po wojnie niewielka wieś pomiędzy Kolonią Laski, a Marszowem - polska nazwa Jaszkowice) w pięknie położonej willi. Codziennie przyjeżdżał do obozu służbowym samochodem.

         Jego stosunek do jeńców Polaków był w zauważalny sposób nacechowany życzliwością, a sposób, w jaki traktował on jeńców rosyjskich wyraźnie różnił się od okrucieństwa, na jakie byli narażeni jeńcy z Armii Czerwonej w innych obozach hitlerowskich. W obozie Stalag Luft 3 było około 300 jeńców rosyjskich, którzy wykonywali prace porządkowe na terenie obozu. Kiedy przywieziono ich do obozu, byli w bardzo opłakanym stanie - niedożywieni i nędznie odziani. Po konsultacjach z lekarzami, von Lindeiner załatwił w pobliskiej rzeźni krew i nakazał gotowanie zup na krwi z pokrzywami i młodymi pędami z wierzchołków sosen. Rosjanie szybko odzyskali siłę i chęć do życia (...). Wśród Niemców panowało przekonanie, że komendant von Lindeiner okazywał zbyt wiele zrozumienia i troski jeńcom rosyjskim.

          Nie krył się ze swoimi poglądami i otwarcie mówił jeńcom, że zamierza ich traktować tak, jak chciałby być traktowany, gdyby sam kiedykolwiek znalazł się do niewoli. Apelował do jeńców, aby ,,honorowo i spokojnie pogodzili się, ze swoją nieszczęsną sytuacją i aby zachowywali się stosownie do niej". Jeńcy odpowiadali mu, że ich prawem i obowiązkiem jest próbować przyłączyć się ponownie do własnych oddziałów. Dyskusja, którą wywołał, doprowadziła do zawarcia dżentelmeńskiej umowy: ,,Wojna dla przebywających w obozie jeńców została zakończona. Uznają oni międzynarodowe prawo i regulaminy obozowe. Pozostawia się im jednak prawo do powrotu do swoich oddziałów przez ucieczkę. Walka zbrojna ma być zastąpiona ,,walką w umysłach". We wszystkich działaniach wymaga się całkowitej uczciwości."

          Przestrzeganie tego niepisanego kodeksu postępowania w obozie Stalag Luft 3 ilustruje następujący przykład: -Dwóch jeńców zwróciło się do sierżanta Pilza z prośbą o dostarczenie mapy terenu wokół Żagania. Za jej załatwienie zaoferowali pokaźną łapówkę. Pilz zgłosił ten fakt zwierzchnikom i otrzymał rozkaz przeprowadzenia transakcji. Po trzech tygodniach targowania jeńcy zgodzili się zapłacić za zamówioną mapę 50 marek. Do przekazania mapy miało dojść rankiem podczas apelu, kiedy dwóch oficerów udając chorych miało czekać w baraku na Pilza. W umówionym czasie Pilz przyszedł z mapą. Brytyjczycy zapłacili umówioną kwotę, a on szybko schował pieniądze do kieszeni, zabrał mapę i zaniósł wszystko do komendanta obozu (v. Lindeinera). Brytyjczycy byli oburzeni i postępek sierżanta oceniono jako bardzo niehonorowy. Zgłosili ten incydent komendantowi v. Lindeinerowi, podkreślając złamanie dżentelmeńskiej umowy.

           Z czasem życzenie v. Lindeinera, aby jeńcy zaakceptowali swój los i spokojnie przesiedzieli wojnę w obozie nabrało nowego znaczenia. Jego pierwotna sugestia, by zrezygnować z ucieczki, być może odzwierciedlała nieco więcej niż tylko pobożne życzenie starego żołnierza, który po prostu nie chciał żadnych problemów na swojej służbie. (?) mówił o niebezpieczeństwach, jakie czyhały na więźniów na zewnątrz obozu ze strony ludności cywilnej, która miała dosyć lotniczych nalotów alianckich. Von Lindeiner błagał starszych oficerów, aby ?pomyśleli o matkach, kobietach i dzieciach swoich przyjaciół, których szczęście będzie zagrożone, jeśli jacyś młodzi napaleńcy spróbują zrobić coś głupiego, co nie będzie miało nawet wpływu na rezultat wojny?. Próbował desperacko ich ostrzec, nie odkrywając wszystkiego, co wiedział o ich przypuszczalnym losie, gdyby zdecydowali się na ucieczkę. Mówił: ,,Tutaj, w obrębie obozu jenieckiego, odpowiadam własnym życiem za jeńców; tutaj będę ochraniać was wszystkimi dostępnymi mi środkami, na zewnątrz obozu jestem bezsilny. Błagam was, potraktujcie moje słowa bardzo poważnie i zachowujcie się odpowiednio". Jednak więźniowie albo mu nie wierzyli, albo zdecydowali się podjąć to wysokie ryzyko. Von Lindeiner obserwował ze smutkiem, jak więźniowie kopiąc tunel, torowali sobie drogę ku śmierci.

          Niemieckie zapisy wykazują, że podczas komendantury v. Lindeinera, która trwała 21 miesięcy i 24 dni, więźniowie dokonali  262 prób ucieczki, a 100 z nich opierało się na drążeniu podziemnych tuneli. (?) Von Lindeiner, jak mu się wydawało, miał sprzymierzeńca w pułkowniku Herbercie Massey-u, który w Stalagu Luft 3 był starszym obozu. Massey i von Lindeiner zdawali się wzajemnie rozumieć i robili wszystko, co się dało, aby relacje między Niemcami a osadzonymi w obozie jeńcami wojennymi były poprawne. Co więcej, kiedy wiosną 1943 roku, znany angielski chirurg przybył do środkowych Niemiec, by operować Anglików, którzy odnieśli poważne rany, von Lindeiner wysłał Massey?a z dwuosobową eskortą do szpitala, by ów chirurg mógł zająć się jego ranną stopą. Około dwóch miesięcy później von Lindeiner odbył rozmowę telefoniczną z komendantem szpitala. Massey był podejrzany o podburzanie tamtejszych współwięźniów do buntu. Komendant chciał się dowiedzieć od von Lindeinera czy jego zdaniem Massey byłby zdolny do tego. Gdyby stwierdził, że tak, wszczęto by przeciwko niemu postępowanie. Von Lindeiner poręczył za niego, a następnie posłał kolejną eskortę, by przywiozła Massey-a z powrotem do obozu.

           Zwiększając zakres swojej pomocy, von Lindeiner był pewien, że Massey zrewanżuje się tym samym, gdyby zaszła kiedykolwiek taka potrzeba. Więc kiedy odkrył, iż więźniowie nadal robią podkopy pomimo jego ostrzeżeń, zwrócił się do Massey?a. Miał nadzieję, że uda mu się oddalić niebezpieczeństwo i przeprowadził z nim poważną rozmowę, przypominając mu, że po dwóch latach trwającej współpracy, powinien go znać wystarczająco dobrze, aby poważnie traktować jego ostrzeżenia. Von Lindeiner był głęboko rozczarowany, kiedy odkrył, że zawiódł się na Massey,?u, ponieważ okazało się, że nie tylko znał każdy szczegół planu ucieczki, ale też wspierał aktywnie działania jeńców.

          Jego opinia na temat wyraźnej zdrady Massey-a jest odbiciem moralnego kodeksu poprzedniego wieku; ,,wierzyłem, że, będąc odpowiedzialnym za życie i przyszłość tylu młodych ludzi, powstrzymam ich przed udziałem w tej bezsensownej, dziecinnej przygodzie. Jakże gorzko się zawiodłem."

            Niemcy strawili całą następną noc po Wielkiej Ucieczce na ustaleniu ilości jeńców, którzy uciekli z obozu. Dla von Lindeinera ,,liczba ta była porażająca, brakowało 76 jeńców". Do obozu przybyła spora grupa śledczych, zadająca wciąż te same pytania, rozmawiając prawie z każdym z wyjątkiem von Lindeinera, zbierając dowody do jego procesu. W dniu 26 marca o godzinie 14.00, dwóch oficerów z Dowództwa Okręgu Sił Powietrznych (Luftgau) w Berlinie-Dahlem przybyło wraz z zastępcą sędziego, generałem dr Garbe, i wręczyło von Lindeinerowi nakaz sądowy, którego się spodziewał. Ze stoickim spokojem przeczytał: ,,Płk von Lindeiner-Wildau zostaje niniejszym zwolniony ze służby jako komendant obozu jenieckiego i niniejszym zarządza się przeprowadzenie śledztwa. Płk Lindeiner ma pozostać w obozie do momentu rozpoczęcia procesu sądowego. Funkcję komendanta obozu przejmuje jeden ze starszych oficerów załogi obozowej". Płk von Lindeiner zażądał przeprowadzenia formalnego procesu sądowego. Po aresztowaniu 64 letni von Lindeiner doznał ataku serca. Postawiono mu zarzut nieposłuszeństwa w czasie wojny, przez narażenie na poważny szwank ważnych interesów Rzeszy. Podczas wielkiej narady w kwaterze Hitlera w Obersalzbergu tzw. Führerbesprechung w dniu 26 marca 1944 r. Reichsführer Heinrich Himmler w towarzystwie generałów zacierał ręce, mówiąc: ?Wreszcie mam Lindeinera, przez cztery lata bez powodzenia, próbowałem go złapać?. Po otrzymaniu bardzo łagodnego wyroku (1 rok więzienia), na początku października, 1944 r, zanim przed sądem wojennym mogło się rozpocząć drugie postępowanie sądowe zjawiło się u von Lindeinera dwóch psychiatrów, którzy stwierdzili, że już od dawna jest on psychiczne rozstrojony i skierowali go do zakładu psychiatrycznego w Görlitz. W ten sposób uwolnił się on na razie od swoich prześladowców.

           Gdy w końcu stycznia 1945 r. front zbliżał się do Görlitz, ewakuowano zakład psychiatryczny na zachód, a kierujący nim lekarz powiedział von Lindeinerowi, że nie może go zabrać ze sobą. Oświadczył mu, że jest tak samo zdrowy jak on i może sam pojechać do swojego domu. Von Lindeiner udał się jednak do Żagania i zgłosił się do komendanta kierującego obroną miasta i odcinkiem frontu na rzece Bóbr, ppłk Friedricha Maschera, który mianował go swoim zastępcą. Ponieważ ppłk Mascher wkrótce potem poległ w pierwszej potyczce z Rosjanami w okolicy Starego Żagania (11 lutego), von Lindeiner został komendantem. Następnego dnia został on również postrzelony, a Rosjanie myśleli, że jest martwy i zostawili go leżącego na polu walki. Ale on był tylko ranny i udało mu się mimo śniegu i mrozu uciec z Żagania. Skierował się na zachód i trafił do niewoli brytyjskiej. Jako komendant obozu Stalag Luft 3 w Żaganiu był przez Brytyjczyków poszukiwany.

            Nie został jednakże postawiony w stan oskarżenia, gdyż był potrzebny w charakterze świadka w przyszłym procesie. W Wielkiej Brytanii von Lindeiner miał dobrą opinię z powodu uczciwego i poprawnego traktowania jeńców. Uważany był za znakomitego oficera starej szkoły. Oceny, które zostały wypowiedziane przez Brytyjczyków po śmierci von Lindeinera świadczą dobitnie o jego zasadach.

           Oto ocena wystawiona przez byłego jeńca, podpułkownika Harrego Day, komendantowi Friedrichowi-Wilhelmowi von Lindeiner w liście z dn. 18.7.1963.: ,,Wiem, że był on przez swoich zwierzchników krytykowany, ale postępował surowo według swojego poczucia obowiązku jako wspaniały człowiek i oficer, którym był. Cierpiał z powodu swojej wspaniałomyślności i wiem, że o mały włos nie przepłacił tego swoim życiem. Miałem często kontakt służbowy z von Lindeinerem i niekiedy dochodziło między nami do ostrej wymiany zdań, ale on zawsze trzymał się swoich nienagannych manier. Był on wielkim arystokratą, wielkim człowiekiem i oficerem w najlepszym tego słowa znaczeniu."

           Oto fragment artykułu w brytyjskiej gazecie ,,Daily Mail" z dn. 13.4.1964 napisanego przez dziennikarza Ronalda Mogga: ,,Niedawno w Londynie zebrali się byli jeńcy wojenni, którzy w milczeniu i z głębokim szacunkiem oddali cześć pamięci dla swojego byłego obozowego nadzorcy, płk Friedricha-Wilhelma von Lindeinera. Dobry Niemiec i dobry człowiek w ocenie każdego. A oto, co powiedział o nim uchodzący za jego wielkiego wroga Harry Day: ?Życzylibyśmy sobie, aby on był jednym z nas. Był on tak dobrym człowiekiem. Szkoda, że nie urodził się Anglikiem."

           Po wojnie von Lindeiner osiedlił się we Frankfurcie nad Menem, gdzie przyjechała również jego jedyna córka, Liselotte, z dziećmi. Swój wolny czas wykorzystywał w dużej części na spisanie wspomnień i doświadczeń. W pierwszym rzędzie opracował zachowanie niemieckiej Luftwaffe od końca 1939 r. do początku 1942 r. i swoją wiedzę z okresu sprawowania funkcji komendanta obozu jenieckiego Stalag Luft 3 w Żaganiu. Rękopisy znajdują się częściowo w Archiwum Hohenzollernów na zamku Hohenzollernów w Hechingen i częściowo w Archiwum Związkowym, wydz. wojskowy w Koblencji.

         W dn. 25 marca 1959 r. Friedrich?Wilhelm von Lindeiner świętował w kręgu rodziny, krewnych i znajomych złote gody. Zmarł w wieku 82 lat we Frankfurcie nad Menem w dniu 22 maja 1963 r.

Marian Ryszard Świątek

 
UWAGA: Strona używa plików Cookies.
Odsłon : 334812
Copyright ©  KRM     Joomla! Szablony
Designed by Joomla! Szablony